„Zawsze czułam się Polką”

obrazek_news

Wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej. A jednak decyzja, którą wtedy podjęła, była najważniejszą w jej życiu. Stanisława Walasiewicz na dzień przed szansą otrzymania amerykańskiego obywatelstwa, grzecznie powiedziała – Nie, dziękuję.

Wyjazd rodziny Walasiewiczów do Stanów Zjednoczonych był jednym z wielu przykładów emigracji Polaków z ojczyzny, by zarobić na chleb. W 1911 roku osiedlili się oni w Cleveland w polskiej dzielnicy, mając przy boku trzymiesięczną Stefanię (tak również ją określano), tym samym na zawsze opuszczając Wierzchownie koło Górzna. Przez lata sport stał się dominującą pasją młodej dziewczyny. Pod względem sprawności fizycznej zdecydowanie wyróżniała się na tyle grupy, osiągając najlepsze wyniki w wielu dziedzinach sportu. Podczas zawodów zorganizowanych pod hasłem: „szukamy olimpijczyków”, Stanisławę zakwalifikowano do amerykańskiej reprezentacji olimpijskiej w sztafecie 4×100 metrów. Jednak pomimo swoich umiejętności, Walasiewiczówna nie wzięła udziału w olimpiadzie ze względu na brak obywatelstwa amerykańskiego, co miało swój odpowiednik w nieosiągniętej pełnoletniości. Sukces, jaki osiągnęła podczas Igrzysk Olimpijskich inna Polka – Halina Konopacka, stał się dla sprinterki mobilizacją do treningów i walki o start na kolejnej olimpiadzie. Tym samym pierwsza złota medalistka przypomniała Stefanii o polskim pochodzeniu, budząc w niej obowiązek lojalności wobec ojczystego kraju.

Momentem kulminacyjnym, który zdecydował, w jakich barwach wystąpi Walasiewiczówna na igrzyskach, była rezygnacja z amerykańskiego obywatelstwa. Widziano ogromne szanse biegaczki na złoto w Los Angeles. Jednak po odmowie wydania dokumentu, uprawniającego do występu jako reprezentantka Polski, rzekomo zachwyceni wcześniej działacze sportowi przyczynili się do zwolnienia z pracy mieszkanki Cleveland. Pozostawili oni Stanisławę zarówno bez środków do życia, jak i możliwości startu na olimpiadzie, ponieważ nie mogła występować wyłącznie jako amatorka sportowa. Amerykanie doskonale o tym wiedząc, nie robili nic. Los jednak uśmiechnął się dla sprinterki, a ta natychmiast przyjęła propozycję pracy od polskiego konsulatu w Nowym Jorku. Gdy stanęła na starcie 1932 roku w Los Angeles, tłumy Amerykanów bynajmniej nie wiwatowały na jej widok. Przeciwnie – złośliwe komentarze słychać było z ust wielu mieszkańców USA. Zupełnie inne nastroje panowały za to w Polsce. Walasiewiczówna jako pierwsza przekroczyła linię mety na dystansie 100 metrów. Ucieszona swoim wynikiem przez wiele lat, aż do wybuchu wojny, była wierną reprezentantką klubów „Sokół – Grażyna”, a następnie „Warszawianka”. Podczas jej drugiego występu na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku, stoczyła zacięta walkę z Amerykanką, kończąc bieg z drugim czasem. Sprinterka jednak nie cieszyła się z srebrnego medalu, czuła się zdominowana przez Helen Stephens, którą wówczas zainteresował się Adolf Hitler, proponując jej dalsze występy w reprezentacji Niemiec. W 1938 roku podczas Mistrzostw Europy, w których po raz pierwszy uczestniczyły kobiety, nie było szybszej lekkoatletki od Stanisławy. Zdobyła wówczas dwa złote medale na dystansach 100 i 200 metrów oraz dwa srebra – w skoku w dal oraz sztafecie 4×100 metrów. W ciągu dwóch lat Polka podczas Światowych Igrzysk Kobiet wywalczyła też cztery złote medale. Jej kult nie ustawał również w prasie. W latach 1930 – 1934 zwyciężała w plebiscycie Przeglądu Sportowego. Zarówno na początku kariery, jak i u jej schyłku nazwisko Walasiewicz plasowało się na liście 10 najlepszych polskich sportowców. Jej wkład do historii polskiego sportu to przede wszystkim 24 – krotne mistrzostwo Polski w lekkoatletyce (biegi sprinterskie, rzut oszczepem, skok w dal itp.) i 54 rekordy Polski.

Pod koniec lat 30 Stanisława, będąc w dalszym ciągu powiązana z Polską, wróciła do Cleveland, gdzie wyszła za mąż. Być może zawarte małżeństwo było jedynie szansą na uzyskanie obywatelstwa amerykańskiego, ponieważ nie przetrwało próby czasu… Życie Walasiewiczówny nadal toczyło się między Stanami Zjednoczonymi, a Warszawą, gdzie widywano ją najczęściej, trenującą młode zawodniczki w różnych klubach, wspierającą i działającą na rzecz Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jej poświecenie i plany między innymi o przybyciu na Polonijne Igrzyska Sportowe do Krakowa mówiły o wielkim oddaniu dla Polski. I mogłyby być nadal realizowane, gdyby nie feralne spotkanie z uciekającym rabusiem. Stanisława zmarła 4 grudnia 1981 roku w wyniku ran postrzałowych na parkingu centrum handlowego, gdzie przed przyjazdem polskich sportsmenek do USA kupowała wstążki w barwach ojczyzny.

Wiadomość o śmierci wybitnej lekkoatletki była szokiem dla wszystkich ceniących ją osób. Według procedury w przypadku nienaturalnego zgonu, należało przeprowadzić sekcję zwłok, która miała ustalić dokładną przyczynę śmierci. Jednak informacja, jaka padła z ust amerykańskiego koronera, była totalnym zaskoczeniem dla całego świata sportu. Przeprowadzone oględziny wykazały obojnactwo Stanisławy. Jej uroda, ostre rysy twarzy przypominały sylwetkę mężczyzny, jednak Walasiewiczówna, co zresztą wykazała całą swoją działalnością, czuła się kobietą. Wiadomość oburzała wielu działaczy, którzy chcieli odebrać jej zwycięstwa i zasługi. Komitet Olimpijski oraz Światowa Federacja Lekkoatletyczna, nigdy jednak nie przyjęli żadnego stanowiska w tej sprawie. Wiele badań naukowych dowiodziło bowiem, że obojnactwo nie wpływa na lepsze wyniki sportowe.

Ostateczny sukces zaś w największym stopniu zależy od siły charakteru, woli, pracy i talentu. A Walasiewicz w pełni zapracowała na zwycięstwo i pamięć nie w kontekście płci, lecz swoich sportowych dokonań dla Polski.

tekst: Magdalena Sobczak

zdjęcia: bieganie.com.pl