Sport jest dla mnie stylem życia, zabawą, często próbą charakteru. Towarzyszy mi od najmłodszych lat. Teraz nie wyobrażam sobie żyć...

Dycha Justynów – Janówka nazywana jest 10 kilometrami mordęgi. Powód? Wymagające ukształtowanie terenu, duża ilość długich podbiegów i piaskowych odcinków. Jakie emocje towarzyszyły uczestnikom w tym roku?

Dycha już od ośmiu lat odbywa się w mojej rodzinnej miejscowości. Uczestnicy mogą wybrać 10 km. bieg lub zawody nordic walking na dystansie 7 km. Uczestniczyłam w każdej z tych konkurencji przez ostatnie 3 lata. W tym roku mimo, że odebrałam pakiet startowy, zapalenie zatok nie pozwoliło mi wystartować. Byłam zrozpaczona, ponieważ to miał być debiut na dyszkę mojej mamy. Martwiłam się, że bez osoby motywującej obok siebie nie da rady dobiec do mety.

bieganie

Finalnie postanowiłam kibicować. Nigdy nie miałam okazji do tego. Sama wiem, jaka ciężka jest ta trasa, a słowa otuchy zawsze pomogą. Naszykowaliśmy mini transparenty motywujące i trąbki. Z całym sprzętem udaliśmy się na 3 km, który przechodził w 8 km. W tej części trasy wszyscy zazwyczaj mają „cierpienie” wypisane na twarzy, więc potrzebują dopingu!

13090463_1032662100102612_1254506326_n

Co roku Dycha Justynów – Janówka odbywa się w ostatni weekend kwietnia. Na szczęście w tym roku pogoda była idealna do biegania, lekkie zachmurzenie i około 15 stopni. Dwa lata temu strasznie padał deszcz, co powodowało potoki oraz błoto w lesie, a rok temu 35 stopniowy upał zmienił bieg w „walkę o życie”.  W tym roku obyło się bez pomocy karetki.

1

Jak już wspominałam trasa tego biegu owiana jest już legendą. Ciężkie warunki przyciągają amatorów z całej Polski. Pierwszy kilometr zaczyna się tradycyjnie od podbiegu z lokalnego boiska prosto przez centrum Justynowa do lasu. To jedyny odcinek asfaltowej drogi. Kolejne kilometry powoli prowadzą w głąb lasu, gdzie w okolicach 5 km czekała „piaskowa góra”. Druga połowa trasy biegnie przez główną, leśną drogę. Ta część biegu jest dla mnie zawsze najcięższa, ponieważ znajdują się tu chyba trzy czy cztery niekończące się podbiegi. Po pokonaniu jednego każdy myśli, że już koniec, a tu kolejne wzniesienie. Później już tylko wybieg z lasu i droga powrotna na boisko, która również jest pokrętna oraz pełna piachu.

dycha justynów - janówka

dycha justynów - janówka

Nawet nie myślałam, że kibicowanie może być takie stresujące. Dziwiłam się dopingującym mnie osobom, że aż tak to przeżywają. Moja mama zawsze, gdy słychać sygnał karetki na zawodach, martwi się o mnie:) Chociaż nigdy, na szczęście, nie musieli mi pomagać sanitariusze.

DSC_0036

Muszę przyznać, że gdyby był konkurs na najlepszy doping, z pewnością podium należałoby do nas! Przy naszych okrzykach na zmęczonych twarzach biegaczy malował się uśmiech i radość, że meta już niedaleko. Staliśmy na 8 kilometrze i wyczekiwaliśmy znajomych osób z pewną niepewnością. Z jednej strony wierzyłam, że wszyscy sobie poradzą, ale na tak trudnej trasie nigdy nic nie wiadomo. Na szczęście trzymaliśmy tak mocno kciuki, że każdy ukończył bieg. Potem mogliśmy już tylko jeść watę cukrową i gratulować zwycięzcom.

Podsumowując:

Ku zaskoczeniu organizatorów zapisało się 354 zawodników biegu głównego i prawie 80  nordic walking. Jeśli chodzi o zwycięzców to nie było niespodzianek. Zwyciężył Krzysztof Pietrzyk z z czasem 34:08. Najszybsza wśród biegaczek była Małgorzata Michalak-Mattar 42:00. W marszu nordic walking na najwyższym stopniu podium stanęli: Krzysztof Skiba 45:18, oraz Anna Zaczyńska 49:09.

Do zobaczenia za rok!