Biegiem do domu!

obrazek_news

Pomysł na pokonanie trasy z Piły do Szczecina na własnych nogach narodziła się w mym sercu i umyśle tuż przed wakacjami. Jako że do tej pory szczęście mi wyjątkowo sprzyjało i zawsze udawało mi się przeżyć jakąś niesamowitą podróż w tym okresie, postanowiłem za wszelką cenę podtrzymać dobrą passę.

Niestety tak to już bywa, że życie różami usłane nie jest i zwyczajnie nie stać mnie na dłuższy wypad w jakieś magiczne miejsce, a i o dłuższy urlop znacznie trudniej niż kiedyś. Postanowiłem więc połączyć narastającą od pewnego czasu, pasję do biegów „ultra” z wakacyjnymi planami. W grę wchodzi jeszcze oczywiście masa innych powodów takich jak: chęć sprawdzenia siebie, możliwość przetestowania nowego sprzętu, drożejąca benzyna itp.

Zaznaczyć muszę, już na początku, że amator ze mnie pełną gębą, a do biegów ultra nie mam absolutnie żadnych predyspozycji – ciągnące się od kilku lat problemy z kolanami, duża potliwość, zawalony każdy maraton, w którym startowałem, zero orientacji w terenie czy doświadczenia w tego typu biegach. Wszystko to jednak blednie i staje się nieistotne, w porównaniu z wielką pasją biegania, jaka we mnie drzemie – ciekawe, czy to wystarczy, aby dobiec?

Najważniejsze było opracowanie odpowiedniej trasy. Całą trasę podzieliłem na 4 etapy, tak, że średnia dzienna wychodzić powinna w okolicach 50 km; przy optymistycznym założeniu, że się nie pogubię nigdzie na trasie. W tym momencie wszystkie prawdziwe Harpagany i Cyborgi (tak nazywam prawdziwych biegaczy Ultra) zapewne zaśmiewają się wniebogłosy, ponieważ ta trasa jest przecież do zrobienia w 1 dzień, więc nie ma się czym podniecać, skoro w moim wypadku ma to trwać aż 4 dni. Jest w tym sporo prawdy, ale jak zaznaczyłem daleko mi do wyczynowców i ma to być przeprawa przede wszystkim trasą, którą będę w stanie ukończyć.

Poszczególne kolory wyznaczają planowany odcinek do pokonania każdego dnia

Przy wyznaczaniu drogi postanowiłem skorzystać z pomocy Google Earth. Starałem się omijać bardziej ruchliwe drogi i jeżeli tylko to możliwe – biec przez łąki, pola, lasy. Unikając samochodów narażam się na nieco inne niebezpieczeństwo – psy. Być może dramatyzuję nieco, ale mam bardzo nieprzyjemne doświadczenia z agresywnymi psami, a biegnąc przez małe mieściny i wsie spodziewam się napotkać trochę swawolnie biegających czworonogów. Odległości, jak i sama droga jest jedynie orientacyjna i raczej nie biorę pod uwagę, że będę się jej ściśle trzymał. Najważniejsze, aby biegowy dzień zakończyć w mieście docelowym, gdzie będzie czekał na mnie nocleg.

 Pierwszy dzień

Nie zamierzam pokonywać poszczególnych etapów biegiem ciągłym. Trasę każdego dnia podzieliłem na mniejsze, zazwyczaj 10-15 kilometrowe kawałki, które zamierzam pokonać biegiem, aby następnie w spokoju sobie odsapnąć. Odrobina odpoczynku i kolejny kawałeczek. I tak techniką małych kroczków planuję doczłapać się do końca.

Dzień II

Nie mam planowanego tempa, ale jak sprawdzałem podczas wycieczek biegowych po okolicy, najmniej się męczę biegnąc ok 6min/km. Tempo raczej ślimacze, ale w końcu będę miał urlop i nie zamierzam się nigdzie śpieszyć! Nie jest to jednak coś, czego zamierzam się bezwzględnie trzymać – plan jest taki, aby biec jak najmniejszym kosztem po prostu.

Dzień III

Mam cichą nadzieję, że pogoda dopisze, bo może ona mieć naprawdę duży wpływ na powodzenie wyprawy. Prognozy są bardzo niepewne niestety, a większość wspomina o burzach… Przynajmniej psy powinny w tym czasie w budach siedzieć:)

Jedną z najważniejszych rzeczy było skompletowanie odpowiedniego sprzętu. Musi to być bezwzględne minimum, ponieważ przez te 4 dni wszystko co niezbędne będę niósł na sobie. Dzięki uprzejmości dwóch firm: Bako Sport oraz portalu Napieraj.pl otrzymałem do przetestowania po plecaku biegowym, które to będą mi towarzyszyć w czasie biegu. Zamierzam biec w nich na zmianę, aby dać nieco odpocząć plecom oraz przetestować oba w zmieniających się warunkach. Całą resztę (no prawie) posiadałem już wcześniej i jest to w sumie standardowe biegowe wyposażenie:

Jakbym nie ciął listy rzeczy niezbędnych

Pewna mądra (i piękna!) kobieta powiedziała mi kiedyś, że w podróż należy zabrać jedynie majtki na zmianę i paszport. Postanowiłem jednak nieco rozbudować listę rzeczy potrzebnych podczas wyprawy. Po rozłożeniu na części pierwsze wydaje się, że całkiem tego sporo. Udało się jednak wepchnąć wszystko to plecaka 15 litrowego, a więc nie jest chyba aż tak źle. Waga plecaka nie przekracza 4 kilo, z czego prawie połowa do dwu litrowy bukłak na wodę montowany w plecaku. Większość rzeczy staram się trzymać w wodoodpornych workach, bo choć plecaki są teoretycznie wodoodporne, to przy większych opadach pewnie i tak zacząłby trochę przemakać, a na to nie bardzo mogę sobie pozwolić (szczególnie w wypadku kilku elektronicznych urządzeń).

15 litrowy model marki Deuter. Z uwagi na naprawdę niewielkie gabaryty, drugą parę butów musiałem umieścić na zewnątrz.

25 litrowy model marki INOV-8. Drugi plecak ma coś, na kształt elastycznego mini-stelażu i nie byłem w stanie jakoś sensownie wepchnąć go do środka, dlatego też musiałem pokusić się o nieco misterną konstrukcję;)

Kiedy moi najbliżsi dowiedzieli się o planie wyprawy zadali pytanie, które już niejeden raz słyszałem z ich ust: po co to robisz? Warto się tak męczyć? Głupi jesteś? I tak dalej… Nie każdemu jest dane poczuć biegowy zew i już jakiś czas temu darowałem sobie próby wytłumaczenia rodzinie dlaczego to robię. Aby jednak jakoś sensownie to uzasadnić postanowiłem „nie biegać bez sensu” i podłączyć wyprawę z akcją zbierania funduszu na schronisko dla psów, które darzę ambiwalentnymi uczuciami. Z jednej strony się ich boję i strasznie mnie denerwują gdy, zaniedbane przez właścicieli podbiegają (lub atakują) ludzi, a biegaczy niestety szczególnie upodobały sobie wyjątkowo. Z drugiej natomiast potrafią to być najsłodsze stworzenia pod słońcem pełne miłości i oddania dla właścicieli. Mam przyjemność znać wiele psów wyciągniętych ze schroniska, które są prawdziwymi skarbami, a odpowiedzialni właściciele wychowują je na szczęśliwe i bezkonfliktowe stworzenia.

Enigma (zwana też PUMBĄ). Psiak wyciągnięty ze schroniska – mieszanka amstafa z nie wiadomo do końca czym. Najukochańsze stworzenie na świecie.

Jeżeli więc macie więc kilka wolnych groszy i podoba się Wam taka inicjatywa to zachęcam do odwiedzenia strony http://www.domore.pl/beta/view/p/akcja/10021331 Pod tym adresem można dokonywać wpłat. Wystarczą drobne kwoty w intencji niezagryzienia mnie na trasie;)

Trzymajcie za mnie kciuki, bo każde możliwe wsparcie mi się przyda!

Jutro wielki dzień. Start: 20.08.2011, godzina 7:00. Wiecie, jak wygląda trasa. Jeżeli na którymś fragmencie będziecie chcieli się dołączyć to zapraszam!

Moją aktualną lokalizację możecie śledzić dzięki usłudze GPS Live Map od f-time.

Jeśli nie widzisz mapki kliknij tutaj >>

Michał Cybulski