Lubię to w tłumie biegnących, że każdy ma sobie coś do udowodnienia, każdy ma swoją historię, każdy ma pewnie poczucie, że czegoś tam nie zrobił – nie dotrenował, nie dospał, nie dojadł, nie rozgrzał się odpowiednio (każdy, poza zawodowcami, rzecz jasna). Łączymy się w tej niedoli, ale biegniemy i to jest najważniejsze.

Gdybym nagle znalazł się w tłumie biegnących ludzi, nie wiedząc, jaki mamy miesiąc, pomyślałbym że to jeszcze pełnia lata. Ponad dwadzieścia stopni, słońce, a to przecież początek października. W takiej scenerii uczestnicy „Biegnij Warszawo” pokonywali dziesięć kilometrów. Ostatnie w tym roku w cieplarnianych warunkach. Już trzy dni później ciężko było wychylić nos z domu, widząc deszcz zacinający w okna i temperaturę na termometrze – 8 stopni.

Dla kogoś, kto tak jak ja dopiero wkręcił się mocno w bieganie, zimno to z pewnością największy wróg, coś co skutecznie może zniechęcić do treningów. Postanowiłem już jakiś czas temu, że tylko sporadycznie będę korzystał z bieżni w siłowni, także z troski o własne kolana. Mam jednak świadomość, że sam trening na zewnątrz jest dla mnie za małą motywacją, aby biegać potrzebuję bodźców w postaci startów. Wtedy wiem, że nie wolno mi zawalać spraw.

Kolega namówił mnie na City Trail, to seria biegów w Parku Młocińskim w Warszawie, ale też w kilku miastach w całej Polsce. Odbywają się one w leśnej scenerii, raz w miesiącu, przez pół roku. Nie zastanawiając się długo zapłaciłem za cały pakiet, do marca, 80 złotych i już wiem, że nie wywinę się bieganiu zimą 🙂

biegnijwarszawo-2

Trasa jest przyjemna, w leśnym otoczeniu, to coś zupełnie innego niż miejskie biegi. Dodatkowym atutem jest fakt, że można się na niej sprawdzić sześciokrotnie, za każdym razem próbując pobić swój rekord (mój wynosi dziś 25:10). Cel jaki sobie postawiłem to zejście w ostatnim biegu poniżej 22 minut. Nie chcę narzucać sobie czegoś, co okaże się niewykonalne, a ten plan wydaje się całkiem realny, zaś czas 21 coś tam będzie wyglądał już całkiem przyzwoicie.

Początkujący biegacz ma łatwo, bo co rusz dostaje zachęty w postaci bitych rekordów życiowych – z prostej przyczyny: jego osobiste osiągnięcia nie są zbyt wyśrubowane. Widzę to po moim bieganiu. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że jestem w stanie przebiec 10 kilometrów, wszak nigdy nie należałem do dobrych długodystansowców, w szkole piątki zbierałem raczej za sprinty. Potem jednak nie dość, że dychę pokonałem, to udało mi się przebiec półmaraton, co sprawiło, że wszedłem na inne tory myślenia o odległościach. Nadszedł moment najtrudniejszy – szybsze bieganie.

biegnijwarszawo

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

biegnijwarszawo-3

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

Autor: Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

Moja pierwsza dyszka to było chyba godzina i dziesięć minut, potem godzina i pięć, godzina i minuta, 59 minut było satysfakcją, potem 57 minut, 56 i teraz, podczas „Biegnij Warszawo” 55:36. Wiem, że jestem w stanie pobiec szybciej, jednak po tygodniu, w którym mocno walczyłem z przeziębieniem i zastanawiałem się, czy start w ogóle ma sens, cieszę się z tego, że ukończyłem bieg. Wynikiem byłem zaskoczony, bo biegłem w jakimś dziwnym amoku, z lekką „bańką” w głowie, spowodowaną najprawdopodobniej stanem podgorączkowym. Dlatego medal na mecie smakował wyjątkowo.

biegnijwarszawo-4

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

biegnijwarszawo-5

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

Lubię to w tłumie biegnących, że każdy ma sobie coś do udowodnienia, każdy ma swoją historię, każdy ma pewnie poczucie, że czegoś tam nie zrobił – nie dotrenował, nie dospał, nie dojadł, nie rozgrzał się odpowiednio (każdy, poza zawodowcami, rzecz jasna). Łączymy się w tej niedoli, ale biegniemy i to jest najważniejsze.

Chciałem pobiec w 50 minut, takie było założenie. Kiedy jednak pacemaker z grupą biegnących na ten właśnie czas wyprzedził mnie na około siódmym kilometrze, wiedziałem, że już nic z tego nie będzie. Ale biegłem dalej swoim tempem, bez załamki.

biegnijwarszawo-1
Czasy Przemysława Rudzkiego z zawodów Biegnij Warszawo

„Biegnij Warszawo” ma bardzo przyjemną trasę, finisz przy stadionie Legii, bieg z górki, pomaga przyspieszyć w samej końcówce. Zbiegając do mety miałem świadomość, że to ostatni pęd przy tak pięknej aurze. Warto zatrzymać taką chwilę na całą długą jesień i zimę i pomyśleć o niej, gdy człowiek szczęka z zimna zębami, wychodząc z domu na deszcz i wiatr.