Pasjonatka zdrowego stylu życia, a więc racjonalnego odżywiania się i aktywności fizycznej w różnych formach. Ponadto miłośniczka języków obcych i...

W życiu warto robić to, co sprawia Nam przyjemność, daje radość, satysfakcję, motywuje do rozwoju i ciągłego pokonywania swoich ograniczeń. Mi zapewnia to bieganie i podróżowanie.

A gdy mogę połączyć jedno i drugie cieszy mnie to niesamowicie. Tak było w przypadku mojego półmaratonu na Malcie, gdzie spełniłam swoje marzenia-przebiegłam kolejny półmaraton i zwiedziłam kolejne państwo.

Półmaraton Malta

Biegową atmosferę poczułam już dwa dni przed biegiem, gdy zjawiłam się na lotnisku w Gdańsku. Nie trudno było nie zauważyć biegaczy z plecakami z imprez biegowych. W hostelu, w którym mieszkałam większość osób, to byli biegacze z wielu europejskich państw, którzy chcieli zmierzyć się z dystansem półmaratonu i maratonu na Malcie.

Przez dwa dni poprzedzające bieg, biegacze mogli odbierać pakiety biegowe w biurze zawodów zlokalizowanym w jednym z hoteli w Sliemie. Pakiet składał się z worka z numerem startowym, bawełnianej koszulki i buffa. Ponadto w biurze można było opłacić transport ze Sliemy do Mdiny, gdzie rozpoczynał się bieg. Wszystko przebiegało bardzo sprawnie, dzięki czemu biegacze mogli poświęcić swój czas na odpoczynek i odkrywanie pięknych miejsc na Malcie.

W dzień startu udaliśmy się autobusem do Mdiny na linię startu. Już podczas podróży mogliśmy obserwować fragmenty trasy, z jakimi później przyszło nam się zmierzyć. Na miejscu oprócz pięknych widoków przywitał nas wiatr i zachmurzone niebo, co sprawiło, że większość biegaczy nie miała ochoty nawet na rozgrzewkę.

Na linii startu nie było wyznaczonych stref czasowych, jedynymi wyznacznikami byli pacemakerzy w pomarańczowych, oznakowanych kamizelkach z balonikami w dłoniach.  Nie da się ukryć, że na linii startu i pierwszych kilometrach było dość tłoczno. Jednak mimo tego początek trasy był bardzo przyjemny ze względu na kilka zbiegów. Pogoda dość szybko się zmieniła i po porannych chmurach i wietrze nie było śladu. Przez co dystans półmaratonu pokonaliśmy w pełnym Słońcu i wysokiej temperaturze.  Trasa choć bardzo piękna i urozmaicona, była dość wymagająca. W moim odczuciu pierwsza połowa trasy nie była tak trudna, jak druga. To właśnie w drugiej części zmagaliśmy się z wieloma podbiegami i jeszcze wyższą temperaturą. Zbawieniem okazywały się punkty z wodą, która głównie służyła do schłodzenia swojego ciała. Jednak mimo tego pogotowie ratunkowe interweniowało na trasie wielokrotnie.

Najpiękniejszy i… najtrudniejszy bieg

Dla mnie był to najpiękniejszy i najtrudniejszy bieg, w jakim brałam udział. Dzięki czemu radość i satysfakcja jest jeszcze większa. Ostatnie kilometry półmaratonu były dla mnie bardzo ciężkie, jednak wizualizacja mety utrzymywała mnie w biegu. Nigdy nie nastawiam się na czas, jaki chcę osiągnąć, bo to wywołuje u mnie stres i zabiera radość z biegu. A przecież to właśnie ta radość dla biegacza amatora powinna być najważniejsza. Jednak nawet biegacz amator chce się rozwijać i poprawiać swoje wyniki, dlatego chciałam uzyskać lepszy czas od tego, który uzyskałam podczas mojego drugiego półmaratonu. Gdy na ostatnich kilometrach wyprzedził mnie pacemaker w kamizelce 1:40, wiedziałam, że dużo mój czas od wcześniejszego półmaratonu nie poprawił się znacząco. Jednak gdy na ostatnich metrach zobaczyłam zegar odmierzający czas, który pokazywał czas poniżej 1:40, nie mogłam uwierzyć, że jednak uzyskam PB.

Na mecie szok i niedowierzanie w to, co zrobiłam. Wolontariusz zawieszający mi medal na szyi myślał, że potrzebuję pomocy lekarza. A ja po prostu potrzebowałam chwili, by dotarło do mnie to, że naprawdę przebiegłam tak piękny i trudny półmaraton.

Na mecie czekały na nas butelki z wodą, izotonikami, bananami, batonami, lody, piwo, ciepłe posiłki, a także strefa fizjo, gdzie mogliśmy skorzystać z masażu. Tego dnia Malta była zdominowana przez biegaczy, wszyscy świętowali swoje sukcesy w restauracjach i pubach dumnie nosząc na szyi medale.

Wieczorem odbyła się ceremonia wręczenia nagród, podczas których zwycięzcy na wszystkich dystansach otrzymali piękne statuetki i nagrody finansowe.

Polak zwycięzcą

W półmaratonie zwyciężył Polak Maciek Miereczko, który uzyskał czas 1:09:28. Ogromnym zaskoczeniem było dla  mnie to, że pierwszą Polką na mecie… byłam ja. Zajęłam 44 miejsce wśród kobiet i 414 w open.

Piękne miejsca, wspaniała atmosfera, a także ludzie, których poznałam sprawiły, że to biegowe doświadczenie na długo pozostanie w mojej pamięci.