Przepis na sukces według Nike

Nosimy je jak własną skórę, przywiązujemy się do nich prawie jak  do drugiej połówki,
dbamy  niczym o zdobyte w maratonie trofea. Buty. Znaczą dla nas wiele. Mówią o nas jeszcze więcej.  To jedna z tych części garderoby, którą dokładnie planujemy i dzięki której chcemy się wyróżnić. Wyobrażacie sobie Charliego Chaplina bez swoich charakterystycznych przydużych butów? Albo Carrie Bradshaw pozbawioną lśniących szpilek Manolo Blahnika? No właśnie.

Buty stały się naszą wizytówką. Tym stwierdzeniem Ameryki nie odkryłam. Ale to co nosimy na co dzień ma swoją całkiem ciekawą historię. Przyjrzeliśmy się przepisowi na sukces firmy Nike. Wydaje się być całkiem prosty.

Składniki:

1. Pomysł

Czyli co mają gofry do butów?

Dawno, dawno temu w 1967 r. trener atletyki Bill Bowerman i jego wychowanek, a zarazem student biznesu Phil Knight poszukiwali superlekkich butów do biegania. Przez pierwsze siedem lat handlowali importowanym obuwiem z Japonii. Na ich metce widniała wówczas nazwa „Blue Ribbon” (swoją drogą zaczerpnięto ją z ulubionego niegdyś piwa Knighta).
Wkrótce stworzyli buty „Swoosh”. Prototyp obuwia sportowego NIKE, które nosimy do dziś, powstał podczas zwykłego… śniadania. Bowerman po prostu włożył kawałek gumy do gofrownicy swojej żony i tak oto powstała charakterystyczna podeszwa butów.

2. Logo

Za jedyne 35$…

Zaskakująco banalne, mimo to uważane za jedno z najlepszych na świecie. Kiedy Phil Knight usłyszał przypadkiem rozmowę rozczarowanej brakiem perspektyw w zawodzie studentki sztuk plastycznych Caroline Davidson, zaproponował jej stworzenie logo dla rozkwitającej właśnie firmy za niezbyt satysfakcjonującą zapłatę. Dziewczyna przygotowała projekt przypominający jedno ze skrzydeł bogini Nike z Samotraki. Gdy firma zaczęła przynosić zyski, Davidson otrzymała spory pakiet akcyjny.

3. Nazwa

Skradziona bogom

Znana nawet dzieciom kryje za sobą ideę sportowego zwycięstwa. Zainspirowana imieniem greckiej bogini świetnie współgra z przesłaniem marki. Do tego jest łatwa i szybko zapamiętywana. Do tego należy dodać kilka kropel szczęścia, które spłynęło na obu panów. Oraz tony monet, bo w 2011 roku wartość marki szacowana była na 15 mld dolarów.  Czy Wy też zaczynacie właśnie patrzeć na swoje buty przez pryzmat puszystych placuszków z bitą śmietaną? Pozostaje życzyć: smacznego… użytkowania! J

Klaudia Frant  Redaktor 4 RUN

Powrót