Matka, żona i biegaczka! Bieganie jest moją pasją, przygodą i pewnie jakimś sposobem na życie. Pierwszy trening biegowy zaczęłam 7...

Kiedy rywalka siedzi ci na plecach lub co gorsze, zaczynasz te właśnie plecy oglądać ,  to trzeba na ten tychmiast, wyciągnąć grubszy kaliber. Jak pomyślałam tak zaczęłam…

Myślę sobie cross-fit! Poskaczę, poupadam, podciągam się… i odstawię daleko w tyle moją Ewelinkę. Wykupuję jednorazowe wejście do lokalnego klubu (przed karnetem się wstrzymuję, bo lokalnych „paker” fabryk mnóstwo i należy je również sprawdzić).  Zajęcia ma poprowadzić pan Marcin na końcu sali… i tam też się udaję. Nieco spóźniony pojawia się  trener…. przecudownie zbudowany. Nie za dużo, nie za mało i nie za młody, nie za stary! Na szyi na rzemyku ma krzyżyk… pewnie ministrant! No w moim stylu! Wysportowany i z krzyżykiem, perełeczka!

Tamto siamto, ćwiczę! A raczej poznaję techniki ćwiczeń… spoko. Idzie mi nieźle! Czas zajęć dobiega końca i przemiły trener dodaje, że za godzinkę prowadzi insanity. O.K cokolwiek to znaczy,  chętnie podszlifuję formę. Popedałowałam na stacjonarnym sprzęcie i znalazłam się na sali do ćwiczeń grupowych. A mój ministrant… poezja! Przebrany z polówki w kostium do fitnessu! Obłęd!  Na lewym przedramieniu ogromny tatuaż… Chrystus w koronie cierniowej! To już nie ministrant a oazowicz!  Boski!

7b9618f980ba98479409801ca3a932e4

Rozgrzewczka jak rozgrzeweczka! Ale te mega rytmiczne ruchy i balansowanie ciałem! Decyzje o wykupie karnetu podejmuję natychmiastowo… co szukać lepszych w świecie jak tu taki profesjonalizm!!! I zaczyna się rzeź! Oazowicz zaczyna zapodawać ćwiczenia w takim tempie, że wymiękam. I to mało powiedziane! Robię się czerwona i pot dosłownie po dupie zaczyna lecieć! Resztkami honoru biegaczki wykonuję te „sado-macho” ćwiczenia! Już dawno leżałabym na karimacie i żadna siła nie zmusiłaby mnie do kontynuacji samobójstwa, gdyby nie fakt że wcześniej na cross-ficie troszkę poszpanowałam swoimi „życiówkami”.  Przeklinam swoją niewyparzoną  gębę i proszę Boga by mnie ocalił! Wysłuchał modlitw i ocalił!

Żyję! Z uśmiechem dziękuję za zajęcia i wlokę się do szatni… Nienawidzę tego jak tego całego biegania na 37 km maratonu! Ale wrócę! Motywacja przy Oazowiczu wskoczyła na wyższy level.

Następnego dnia wysoko wzrósł mój poziom świadomości ciała. Czułam każdy mięsień i chyba nawet każdy organ! Rano nawet pomyślałam, że w nocy miałam ukryty poród, nim rozum przekazał układowi chrzęstno- stawowemu info, że to tylko ćwiczenia od oazowicza procentują!

Co jak co, ale efekty będą! Dzięki Ewela za bodziec!

15401221_1297790136949119_403269253_n

  • Biegacz Dla Biegaczy

    Ewa dawaj więcej takich tekstów