K2 zdobyte!

obrazek_news

Szczecin i okolice jakoś niespecjalnie kojarzą się, ze zdobywaniem górskich szczytów i wymagającymi crossowymi terenami. Wystarczy jednak odrobinę lepiej znać okolicę aby wiedzieć, że i na północnych krańcach zachodniej Polski można znaleźć ciekawe biegowe wyzwania. Stowarzyszenie K2 Partners postanowiło wykorzystać atuty terenów i zorganizować bardzo udany bieg przełajowy.

I edycja biegu odbyła się w ostatnią niedzielę i brało w niej udział ponad 200 biegaczy oraz kilkadziesiąt osób chcących się zmierzyć z trasą w formule Nordic Walking. Trasa równa wysokości Szczytu K2 (8611m), została podzielona na dwie pętle na których odcinki prostej trasy praktycznie nie występowały. Zanim jednak przejdę do opisu samej trasy kilka słów należy poświęcić organizacji biegu, która stała na naprawdę wyśmienitym poziomie.

Przede wszystkim, wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Gdy dotarłem do biura organizatorów (tuż obok startu) nie było najmniejszego problemu z zaparkowaniem samochodu, co niestety potrafi być problemowe na wielu zawodach. Odbiór pakietu startowego zajął jedynie kilka chwil i przebiegał bez jakichkolwiek komplikacji. W środku znajdowała się jedna z najładniejszych koszulek jakie otrzymałem podczas mej biegowej kariery. Biała, techniczna koszulka (w chwili rejestracji na stronie można było dobrać rozmiar, więc nie było problemu z otrzymaniem „piżamy” w rozmiarze XXL, co niestety dość, często się zdarza) z typowo trailowym motywem na przodzie. Oczyma wyobraźni widziałem już jak rozbryzgi błota mieszają się z równie błotnistym, nadrukowanym obrazkiem, co w połączeniu z kontrastującą bielą powinno wyglądać wyśmienicie. Oprócz tego w zestawie był batonik, woda, zniżki do sklepu dla biegaczy itd. Wszystko podane w eleganckiej papierowej torbie.

Czekając na rozpoczęcie biegu można było wziąć autograf czy zwyczajnie porozmawiać parę chwil z kilkoma znanymi polskimi biegaczami: Bartoszem Nowickim, Jurkiem Skarżyńskim czy Rafałem Wójcikiem. Ciekawostką było stanowisko firmy Makaron Rządzi Zdrowo, gdzie można było dostać odrobinę podstawowego pożywienia biegaczy, przygotowanego indywidualnie dla każdego uczestnika. Można było nawet przyrządzić sobie własną mieszankę ze świeżymi składnikami, krojonymi, tartymi i ciachanymi na żywo. Cóż za miła odmiana po standardowym spaghetti ładowanym chochlami z wielkich garów. Pół godziny przed startem została przeprowadzona żwawa i profesjonalna rozgrzewka przy energetycznych rytmach. Miłym dodatkiem była zbiórka pieniędzy na cele charytatywne. Warto dodać, że 1 złotówka z wpisowego została przeznaczona na wsparcie organizacji dobroczynnej. Świetnie, że organizatorzy coraz częściej postanawiają włączyć się (oraz startujących) w działania charytatywne.

Startujący powinni podziękować wszelakim wyznawanym bóstwom, za wyśmienitą pogodę na starcie. 10 stopni, słoneczko oraz delikatny wiaterek (niknący niemal całkowicie w lesie) to warunki wręcz idealne. Aż strach pomyśleć o ile cięższy i boleśniejszy byłby bieg gdyby tego lub poprzedniego dnia, Szczecin został nawiedzony przez deszczowe chmury. Nieustanne, często mocno strome podbiegi, następnie szybkie niemal sprinterskie zbiegi zakończone ostrym skrętem, oraz multum korzeni czyhających na nieostrożnych biegaczy stanowiły nie małe wyzwanie w sprzyjających warunkach. Jednym z ciekawszych elementów biegu długi podbieg, starymi schodami pod wierzę Quistorpa. O ile przy pierwszym okrążeniu wszyscy niemal chyżo pędzili do góry, niczym Rocky w Filadelfii, to przy drugim okrążeniu wielu już nie wbiegało, a kroczyło lub nawet pełzło do góry mieląc przekleństwa pod nosem. Usłyszałem również desperackie żądanie montażu windy;)

Najszybszemu zawodnikowi, Zbigniewowi Kalinowskiemu, pokonanie trasy zajęło 33:15 min. Zdecydowanej większości walka z wymagającą trasą zajęła jednak znacznie więcej. Miłym akcentem na mecie było przybicie „piątki” i gratulacje od Bartosza Nowickiego, który wręczał bardzo ładne, nietypowe medale wszystkim kończącym bieg. Niby nic, ale takiego biegowego przeciętniaka ucieszyły pokrzepiające słowa tegorocznego medalisty Mistrzostw Europy. Tuż po moim przybyciu pogoda niestety się popsuła i prawie półtora godzinne czekanie na wyniki oraz losowanie nagród było dość męczące, choć można je było uprzyjemnić sobie kiełbaską z grilla, ciepłą herbatą czy wspomnianym już makaronem. Najlepsi otrzymali pamiątkowe statuetki z kamieniami górskimi, a na resztę czekało naprawdę sporo biegowych nagród do rozlosowania.

Za sprawną organizację i wymagającą trasę należą się organizatorom szczere oklaski. Biorąc pod uwagę, iż jest to dopiero pierwsza edycja, można mieć jak najlepsze przeczucia co do kierunku, w którym będzie podążała ta impreza. Z zakulisowych rozmów dowiedziałem się, że tegoroczny bieg był jedynie przymiarką do prawdziwego pierwszoligowego biegu na skalę ogólnokrajową w przyszłym roku. Nie pozostaje mi nic innego jak trzymać kciuki za organizatorów… i zawodników, na których będzie zapewne czekać jeszcze większe wyzwanie!

Michał Cybulski