Kenenisa Bekele – bohater nie z wyboru

obrazek_news

Nad Addis Abeba wstaje dzień. Kenenisa Bekele, klęcząc na kolanach naprzeciwko zewnętrznej ściany Medhane Alem Cathedral, szepcze cicho słowa modlitwy.

Rekordzista świata na 10000 i 5000 metrów nigdy nie zapomina o chwili modlitwy przed wyruszeniem na poranny trening w Entoto Hills. „Jestem religijnym człowiekiem – mówi. – To coś, co wyniosłem z rodzinnego domu.” Pod pewnymi względami bieganie to również jego religia, a jego kariera to rezultat wielu lat poświęceń dla uprawianej dyscypliny.

Trzydziestoletni dziś Kenenisa pochodzi z Bekoji, nie bez powodu okrzykniętego „najszybszym miejscem na Ziemi”. To właśnie tutaj do szkoły chodzili tacy mistrzowie jak Tirunesh Dibaba, Derartu Tulu czy Fatuma Roba. Oni wszyscy trenowali na tych samych co Bekele, brudnych miejskich uliczkach pod okiem legendarnego trenera – Sentayehu Eshetu. Spośród nich Bekele jest jednym z najbardziej utytułowanych i mających na swym koncie największe sukcesy mieszkańców Bekoji – trzy olimpijske złota oraz szesnaście tytułów mistrzowskich – pięć na stadionie i jedenaście w przełajach.

Wiele zawdzięcza porannym sesjom treningowym na czerwonej, wulkanicznej ziemi serwowanych mu przez trenera. To właśnie Eshetu zauważył w młodym zawodniku oraz w jego bracie potencjał i sprowadził ich do położonej u stóp wygasłego wulkanu Addis Abeba, a później także do etiopskiej elity lekkoatletów.

„Dla Etiopczyków bieganie jest jak tradycja. Stanowi ważny element naszego codziennego życia. Zaczynamy od biegania bez butów – opowiada Bekele. – Mamy legendy, takie jak Abebe Bikila, które nas inspirują. I to jest jeden z powodów, dla którego tak wielu z nas startuje w biegach długodystansowych.”

Dziś Bekele przyciąga tłumy, gdziekolwiek się pojawi – nawet tu – w chłodnej katedrze. I to bez względu na groźnego strażnika, nadzorującego to miejsce. Lecz mimo znacznego bogactwa i sławy, jakie przyszły wraz ze sportowymi sukcesami, Bekele pozostał cichym, nieco nieśmiałym i bardzo pokornym człowiekiem. W 2007 roku poślubił aktorkę – Danawit Gebregziabher. Sławę i rozpoznawalność, jaką niesie ona ze sobą komentuje zaś tak: „Bycie popularym… to tak naprawdę nic nie znaczy. Dla wielu sportowców stanowię legendę, dla młodych ludzi może jestem przykładem, inspiracją. Ale kto wie, czy ci młodzi nie osiągną w przyszłości więcej niż ja. Nie wyolbrzymiajmy swego znaczenia – ja jestem człowiekiem, który po prostu ciężko pracuje.”

A co czuł w momencie, kiedy bił rekordy i sięgał po najcenniejsze trofea? Te niezapomniane chwile są wciąż dla niego powodem do wzruszeń, nawet gdy opowiada o nich już po jakimś czasie.

„To było niezwykłe. Osiągając metę, myślałem – zrobiłem to! Udało się osiągnąć to, co zamierzałem i o czym marzyłem. Nie da się opisać słodyczy, jakie niesie ze sobą to uczucie. Złamanie rekordu świata nie jest prostą sprawą i nie wszystkim sportowcom jest to dane, tylko niektórym. To właśnie wyróżnia rekordzistę od innych zawodników.”

Choć nie tak dawno spotkała go przykra kontuzja – po naderwaniu mięśnia łydki, musiał zejść z toru i przez wiele miesięcy był wyłączony z udziału w zawodach, Kenenisa jest pełen optymizmu i wiary w to, że w lipcu będzie w dobrej formie i na Igrzyskach powalczy o najcenniejsze trofea. „Wokół mnie jest dobra atmosfera. Biegam dwa razy dziennie. Osiągam zadowalające rezultaty, więc nie zamierzam już zmieniać swej taktyki. Nie czuję żadnej presji, choć chciałbym w Londynie przyczynić się do chlubnego zapisania kart sportowej historii.”

Mimo tylu olimpijskich osiągnięć, Bekele nie ma ani sztabu trenerów, ani agentów i dietetyków. Treuje sam lub z bratem – Tariku. Podróżują razem małym Peugeotem, szukając odpowiedniego miejsca na treningi. Często wybierają okolice katedry. „Lubię być dla siebie trenerem – śmieje się biegacz. – Lubię także wspólne treningi z Tariku. On dotrzymuje mi towarzystwa i jest dla mnie najbliższym kompanem.”

Bekele przyznaje, że jego sukcesy i historyczne osiągnięcia to ważny międzynarodowy przekaz. Dla ludzi w kraju trapionym przez głód i wewnętrzne konflikty, ludzie tacy jak Kenenisa – odnoszący międzynarodowe sukcesy i widziani w telewizji na tle symbolu kraju – zielono-żółto-czerwonej flagi są źródłem narodowej dumy i ikoną dla tysięcy dzieci. Dla społeczeństwa, w którym przywileje i korupcja elit to chleb powszedni, sportowcy tacy jak Bekele to bohaterowie i wzory do naśladowania. Nie jest to tylko ślepe uwielbienie – Kenenisa, chcąc, aby młodzi ludzie w jego kraju też mogli liczyć na lepsze życie, wspiera budowę szkoły, która będzie kształcić adeptów lekkiej atletyki. Wierzy, że wychowa ona nowe pokolenie wspaniałych sportowców.

tekst: Monocle 6/2012

foto: http://www.travelblog.org/Photos/1633947, http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons7/7b/Kenenisa_Bekele_Berlin_17082009.JPG, http://www.iaaf.org/mm/photo/competitions/competition/04/73/16/47316_full-prt.jpg