Kraków nie śpi, Kraków biega.

obrazek_news

Kraków nie śpi, Kraków biega. Ponad 60 biegaczy z całej Polski przyjechało na Krakowskie Błonia żeby rywalizować z czasem, zmęczeniem, brakiem snu, innymi zawodnikami, ale przede wszystkim z samym sobą i nie była to selekcja do elitarnych jednostek specjalnych Wojska Polskiego, a pierwsza i z pewnością nie ostatnia, edycja Nocnego Ultra Dystansu.

Formuła zawodów była bardzo prosta. Zaczynamy w piątek o godzinie 20 i biegamy dwanaście godzin, czyli do godziny 8 rano w sobotę, wygrywa ten, kto przebiegnie największą ilość kilometrów.

GALERIA:

Błonia to miejsce spotkań wielu Krakowskich biegaczy, jedno okrążenie liczy dokładnie 3540 metrów. W zależności od kierunku biegu trasę można wyznaczyć z jednym stromym podbiegiem wzdłuż ulicy Piastowskiej, albo łagodnym ale długim na prawie kilometr szlakiem wzdłuż ulicy Focha. Organizatorzy przyjęli wersję atrakcyjniejszą dla biegaczy i punktualnie o godzinie 20, wszyscy wystartowali, mając Kopiec Kościuszki za plecami i panoramę Krakowskiego rynku na horyzoncie.

Mimo ostatnich upałów pogoda okazała się łaskawa, obyło się bez burzy, ale podzwrotnikowe, wilgotne i ciężkie powietrze, wiszące od kilku dni nad miastem, dało się we znaki wszystkim startującym.

Z okrążenia na okrążenie robiło się trudniej, ale świetnie wyposażony punkt żywieniowy pozwalał na uzupełnienie energii a od północy do namiotu FizjActiVa ustawiały się kolejki, żeby skorzystać z masażu, rozluźnić mięśnie i pozbyć się skurczy. Najlepsi nie tracili cennych minut na zabiegi, bo mimo że zawody były rozgrywane w systemie koleżeńskim, to liczył się wynik i każdy mógł powalczyć o zwycięstwo.

Biegi rozgrywane na różnego rodzaju pętlach, mają tą przewagę nad klasycznymi ultramaratonami rozgrywanymi w terenie, że praktycznie przez cały czas pozostaje się z kontaktem wzrokowym z zawodnikiem, który aktualnie prowadzi. W strefie regeneracyjnej zawodnicy widzą się na wzajem, mogą ocenić w jakiej, kto jest formie, czy słabnie, czy dopiero się rozgrzał, czy nie nabawił się kontuzji? Na podstawie tych informacji można mądrzej zaplanować taktykę biegu na kolejne godziny, co jest praktycznie niemożliwe na innych zawodach, gdzie prowadzący ma kilkanaście albo kilkadziesiąt minut przewagi, a dużą część dystansu pokonuje się w samotności.

Do tego dochodzi element koleżeński, zawodnicy kibicowali sobie nawzajem na trasie, wspierali się kiedy, kogoś dopadał kryzys. Wszyscy mogli też liczyć na doping zaskoczonych a niekiedy zafascynowanych kibiców, którzy nigdy nie spotkali się z tego typu rodzajem zawodów, a nawet uważali je za niemożliwe. Oni biegną przez 12 godzin? Panie dla mnie 50 m do autobusu to problem!

Nieoficjalne wyniki wyglądały następująco: 

1.                 Ewa Szczypczyk Ścisło 102.660

2.              Milena Pragnąca 102.177

3.               Aneta Galińska 77.880

1.                 Darek Kondracki 126.457

2.              Tomek Kuliński 117.064

3.               Wojtek Bryja 117.064

A Oficjalne wyniki dostępne do pobrania tutaj

KLIKNIJ

Jako partner biegu chcieliśmy wyrazić ogromne uznanie dla zwycięzców i wielkie gratulacje dla wszystkich uczestników, to wielki zaszczyt być tam z Wami. Wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tego biegu, pomysłodawców oraz wolontariuszy, bez których tak sprawna organizacja byłaby niemożliwa. A także dla Pana Ryszarda, bez niego i jego doświadczenia nic z tego by nie wyszło. Dziękujemy!

Wszystkich kibiców zainspirowanych postawą biegaczy zapraszamy na nasze treningi. Nie martwcie się, nie każemy wam od razu biegać po 12 godzin, ale żeby kiedyś spróbować, trzeba od czegoś zacząć. Dimmidium facti qui bene coepit, habet, sapere aude, incipe! Jak pisał Horacy i nie chodzi tutaj tylko o odwagę bycia mądrym.

Podsumowując, dla jednych takie zawody to czyste szaleństwo, dla innych łagodny trening przed Spartathlonem. Wszystkich chętnych do spróbowania własnych sił zapraszamy już w przyszłym roku.