Naj … naj … naj… 11 Poznań Maraton

obrazek_news

Miało być naj… naj… naj… i rzeczywiście tak było na 11 Poznań Maratonie anno domini 2010. Był to jeden z najlepiej przygotowanych pod względem organizacyjnym maratonów w Polsce. Przeniesienie biura zawodów i targów Expo do poznańskiej Areny było strzałem w dziesiątkę. Kolejne „naj”, to liczba startujących. W tym roku maraton ukończyło blisko 4 tysiące zawodników i zawodniczek. Nie jest to rekordowy wynik, ten padł w roku ubiegłym, ale i tak jest to największa rzesza maratończyków w naszym kraju. Wydłużenie okresu zapisów do 6 października pozwoliło jeszcze na zwiększenie liczby startujących o niezdecydowanych, zapominalskich i maruderów. Największe „naj”, to kibice. Tak licznej i żywiołowo reagującej publiczności nie ma żaden maraton w Polsce. Więcej, nie ma żaden bieg w Polsce. Jak ktoś raz przyjedzie i wystartuje w poznańskim maratonie, to ze względu na cudowną publiczność chce przyjeżdżać zawsze.

I jeszcze jedno „naj” – sam bieg. Miał być najszybszy. Wszystko ku temu się skłaniał. Niedzielny poranek przywitał biegaczy chłodną, ale słoneczną pogodą. Wymarzoną na bicie rekordu trasy. Bardzo mocna obsada z kilkoma zawodnikami z Czarnego Lądu miała zagwarantować emocje do samej mety. Jeden z naszych najlepszych długodystansowców – Marcin Chabowski – jako pacemaker, miał poprowadzić pierwszą część dystansu w tempie gwarantującym końcowy sukces. A na mecie czekał Fiat Panda, który miał być magnesem przyciągającym zawodników. Niestety, pomimo heroicznych wysiłków Marcina Chabowskiego, który fantastycznie prowadził elitę, nie udało się osiągnąć najlepszego wyniku trasy. W czołówce wyróżniał się debiutant, Polak Michał Smalec, który często dyktował tempo. Niestety około 33 kilometra zapłacił za to i odpadł od grupy. Bieg rozegrał się na końcowych kilkunastu kilometrach. Finisz rozegrała między sobą trójka Afrykanów. Po samotnym długim finiszu zwyciężył Kenijczyk Issack Waweru (2:16:27), przed Etiopczykiem Hailem Tesfaye (2:16:32) oraz kolejnym reprezentantem Kenii – Philemonem Kimaiyo (2:16:46). W końcówce „drugi oddech” złapał Michał Smalec, który ostatecznie ukończył poznański maraton na 4 miejscu z czasem 2:19:17.

Trochę inaczej wyglądała rywalizacja wśród Pań. Już na samym początku maratonu mordercze tempo narzuciła reprezentantka z Afryki. Po raz kolejny okazało się jednak, że maraton, to nie przelewki. Na około 32 kilometrze już nie mieliśmy Afrykanki na trasie. Zapłaciła za wcześniejszą szarżę. Niespodziewaną słabość rywalki wykorzystała reprezentantka Białorusi Maryna Damantsevitch. Wyszła na prowadzenie, którego nie oddała do samej mety. 11 Poznań Maraton ukończyła z czasem 2:36:30. Blisko 6 minut później na metę wpadła wielokrotna zwyciężczyni poznańskiego maratonu Arleta Meloch (2:42:24). Na trzecim miejscu zawody ukończyła Renata Kalińska z czasem 2:54:09.

Poza plecami elity swoje zawody rozgrywali amatorzy. Jednak i w tym przypadku chodziło o wielkie bieganie, bo naprawdę wielkim trzeba nazwać walkę na dystansie 42 km 195 metrów. Ten wymagający dystans postanowili pokonać 4RUNowcy z pilskiego Mechanika: Ania Skrzypczak, dla której był to powrót na maratońskie trasy, dwaj debiutanci – Maciek Reinke i Sławek Holc oraz młodzież – Oskar Niemczewski i Marcin Pawlak. Jak postanowili, tak i zrobili i do domów wracali jako zwycięzcy z pięknymi medalami na szyi. Nie przyszło im to jednak łatwo i jakby ktoś zaproponował im ponowny start w maratonie jeszcze w tym roku, to …. Nawet nie chcę się domyślać odpowiedzi. Ale kto wie, co będzie na wiosnę? Najlepszą okazała się Ania, która poznańską trasę pokonała w wyśmienitym czasie 3:40:31. Pięknie zadebiutowali Maciej i Sławomir. Ten pierwszy ukończył zawody z czasem 4:17:49, drugi przebiegł maraton w 4:31:48. Przedzielił ich Oskar, uzyskując czas 4:28:21 i tym samym poprawiając swoją „życiówkę” z Krakowa o ponad pół godziny. Trochę gorzej poszło Marcinowi (5:32:29), ale i on ukończył swój drugi maraton, co jest wielkim wyczynem dla tak młodego zawodnika. Wielkie gratulacje!!!

Wyniki

Powrót