Redaktor Naczelny 4RUN. Startuje w triathlonie i biegach ekstremalnych. Od najmłodszych lat związany z dziennikarstwem i sportem. Studiował Dziennikarstwo spec....
W weekend nie próżnowaliśmy. Przekonaliśmy się, że jeżeli nie spróbujesz to na pewno się nie uda. 10 biegów, 10 dystansów, prowadzonych m. in. przez Annę Lewandowską. Wszystko po to, aby przełamywać własne słabości. Galeria

„Na starcie każda z nas jest początkująca”. Hasło, które każda w uczestniczek nosiła na specjalnie przygotowanej koszulce daje obraz tego, czym była sobotnia impreza zorganizowana przez Nike.

Promocją firmy? Nie tylko. Promocją stylu życia, łamania barier, podążania za fit tłumem, okazją na zawiązanie nowych biegowych znajomości. Niezależnie od poziomu umiejętności i kondycji. W jaki sposób? Oczywiście biegając.

10 biegów startowało z różnych części miasta. Spróbować swoich sił mógł każdy – bezpłatnie: Dystanse? Od 3 do 10 km. Każdy prowadzony przez osobę inspirującą do biegania: grupy prowadziły m. in. Anna Lewandowska czy Katarzyna Wolska. Finisz był wspólny – w Arkadach Kubickiego pod Zamkiem Królewskim, gdzie na biegaczki czekała masa niespodzianek. Biegowe-fit miasteczko.

Na start wybraliśmy się na spokojnie. Spacerem, nie żadnym samochodem, powoli zmierzając uliczkami Starego Miasta na spotkanie z naszym dystansem i trasą.

Jedyne kryterium jakie trzeba było spełnić to mieć dużo pozytywnej energii J I zarejestrować się przez internet na wybrany dystans. Bezpłatnie! Każdy otrzymywał opaskę wyróżniającą jego grupę i koszulkę, w której trzeba było wystartować.

Rozgrzewka i jazda na trasę – a tam krótkie postoje i ciekawy zarys historii Warszawy, było męcząco i ciekawie. Dobra okazja na spędzenie czasu biegowo – z przyjaciółmi.

Na trasie deszcz, nie ma lekko w polskim klimacie. Ale była tęcza na otarcie łez

Na mecie wszyscy otrzymywali hasła w formie wlepek, motywujące do działania większego niż tylko jednorazowy event. I bransoletkę #lepszaja, która przynajmniej w teorii nie powinna być biżuterią, a codziennym przypominaczem, motywatorem nie pozwalającym spocząć na laurach.

Co po biegu? Dużo fit posiłków (trzeba było uważać aby hasło #lepszaja nie zamieniło się w hasło #grubszaja J) i dużo atrakcji w biegowym miasteczku przygotowanym przez Nike. Pomiary biomechaniczne, strefa boksu, trampoliny, magicy – czego tam nie było! J

A na koniec koncert Dawida Podsiadło. Jeśli to nie jest zachęta do zmiany swoich przyzwyczajeń i związania się z bieganiem na dobre – to ja już nie wiem, co nią jest. Na szczęście całość pozwoliła poznać wielu pozytywnych biegowych wariatów. Jedno jest pewne – bieganie rośnie w siłę a bycie fit staje się sposobem na życie.