Niektórzy twierdzą, że przyjmuję kawę dożylnie. Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu i uwielbiam, jak coś się wokół mnie dzieje....

Tegoroczny Orlen Warsaw Maraton był dla mnie całkowitą zagadką. Nie dlatego, że nie wiedziałem co mnie czeka. O tym przekonałem się już na dwóch poprzednich „królewskich dystansach”. Startowałem z minimalnym przygotowaniem i szczerze nie wiedziałem jak to będzie…

Przez zimę biegałem, jeździłem na rowerze, ale sporo czasu poświęciłem na treningi Cross Fit, czego szczerze troszkę żałuję, bo oprócz bólu kolan nie dały mi nic przydatnego. Ale w sumie to miał być tylko wstęp, będzie o czym innym 🙂

DCIM100GOPROGOPR8745.

Stanęliśmy na starcie razem z dobrym Kolegą. Plan był trzymać tempo 5:45 i spokojnie spróbować dobiec gdzieś w okolicach 4h. Do 13 km szło jak po maśle, ale chyba ta liczba jest pechowa. Od tego momentu wszystko szło nie tak. Mój towarzysz zaczął mieć kłopoty. Pojawił się ból brzucha, kłopoty z oddychaniem, tempo powoli spadało. Wolny bieg przekładaliśmy marszem i tak kilometry powoli mijały. Poprosił mnie, żebym Go zostawił i realizował swój plan…

…W mojej głowie kotłowało się od myśli. Z jednej strony chciałem zrobić dobry czas, tym bardziej, że ku mojemu zdziwieniu byłem w formie i wiedziałem, że życiówka może być na wyciągnięcie ręki. Z drugiej nie chciałem zostawić Kolegi w potrzebie. W podobny sposób zostałem zostawiony rok temu, na 30 km… musiałem zwolnić z powodu bólu kolana i zostałem sam. Przypomniałem sobie jak się wtedy poczułem, postanowiłem zostać!

Walka trwała do 27 km, gdzie mój towarzysz zaczął słaniać się na nogach i podjął mądrą decyzję – oddał się w ręce medyków. Zabrała Go karetka, był silnie odwodniony.

Ku ironii znowu zostałem sam 🙂 Od tego momentu z czystą głową mogłem walczyć o swój czas. Przyciskałem ile się da, próbowałem motywować ludzi, podrywałem do biegu. Szło o dziwo bardzo lekko. Jako, że swoje odpocząłem nie pojawiła się ściana w okolicach 35 km i budziłem lekkie zainteresowanie biegaczy i widzów 🙂

DCIM100GOPROGOPR8786.

Ostatecznie na metę wbiegłem z czasem netto około 4:26, co uważam mimo wszystko za sukces. Co stało się z Kolegą zapytacie ? Został porządnie nawodniony, ogrzany, otrzymał pomoc i z uśmiechem na twarzy przywitał mnie na mecie! 🙂

orlen-out-mor16_01_mwd_20160424_131501.jpg-9094

A może kogoś z Was zmotywował człowiek w białej koszulce z napisem #POZYTYWNIE na dolnej części pleców ? 🙂

I wiecie co ? Jak zwykle … Pozytywnie ! 🙂