Farmę Mr. Mouse: tu zjeżdżają najodważniejsi i najtwardsi zawodnicy, aby wziąć udział w Tough Guy – najtrudniejszym biegu przeszkodowym na świecie. 2014 rok to triumf Polaków!

O skali trudności, i o tym jak niebezpieczny jest ten bieg świadczy fakt, że przed startem każdy uczestnik podpisuje tzw. Death Warrant, w którym zrzeka się wszelkich roszczeń wobec organizatora nawet w wypadku śmierci na trasie.

Wśród uczestników tegorocznej edycji znajdowali się również organizatorzy Runmageddonu, największego w Polsce cyklu biegów ekstremalnych. Wszyscy spisali się znakomicie, wygrywając na dystansie 10 km oraz zajmując pierwsze trzy miejsca w  najtrudniejszym półmaratonie z przeszkodami na świecie!

Tough Guy liczy sobie już 27 lat, co czyni go najstarszą imprezą typu Obstacle Race na świecie. Zawody odbywają się zawsze w tym samym miejscu, na farmie Mr. Mouse’a położonej we wsi Perton pod Wolverhampton. Główna edycja biegu odbywa się w styczniu i przyciąga nawet pięć tysięcy uczestników, dzięki czemu uznawany jest za  najbardziej kultowy spośród wszystkich zawodów tego typu na świecie. Nie odstrasza to jednak śmiałków do zmierzenia się z tą ekstremalną trasą, a zmuszeni rosnącą popularnością biegu organizatorzy Tough Guy od niedawna przygotowują również jesienną edycję tych zawodów.

Organizatorem Tough Guy jest Billy Wilson, przez uczestników zwany Mr. Mouse – były członek Gwardii Królewskiej, który trenował żołnierzy armii brytyjskiej. W 1987 roku po raz pierwszy zaprosił śmiałków z całego świata, żeby zmierzyli się w 15-kilometrową trasą. Bieg w błocie po kolana, rowy z lodowatą woda, zasieki pod którymi można się tylko czołgać, wysokie na kilka metrów platformy zbudowane z belek, drutu kolczastego i sznurów, pole z przewodami elektrycznymi, które przy każdym dotknięciu paraliżują mięśnie, to tylko niektóre z przygotowanych atrakcji czekających na śmiałków. Tough Guy zyskał miano najtrudniejszej trasy przełajowej na świecie, każdego roku średnio jedna trzecia z kilku tysięcy uczestników nie dociera do mety.

Ekipa Runmageddonu postanowiła przetestować swoje możliwości oraz trasę biegu na dwóch spośród czterech dystansów – 10-kilometrowym oraz półmaratońskim. W biegu na 10 km wystartował Marek Podgórski, a z dystansem 21 kilometrów zmagali się Jaro Bieniecki, Bartosz Galiński i Adrian Krupa oraz czwórka sympatyków Runmageddonu – Maksym Ziółkowski, Seweryn Szeląg, Michał Łabuszewski i Robert Kalandyk.

Ekipa Runmageddonu jechała do Wielkiej Brytanii przyglądać się organizacji tego najstarszego biegu z przeszkodami na świecie, ale zapowiadała też poważną walkę na trasie. Przez większość dystansu prowadził Jaro, po plecach deptał mu Bartek, robiący furorę wśród kibiców i zawodników dzięki strojowi Borata, a o trzecie miejsce walczył Adrian.

W startującym pół godziny później biegu na 10,5km pierwsze miejsce zajął Marek, który startował wyścigu na tym dystansie jako jedyny z Polaków. Prowadził od samego początku i nie dał sobie odebrać prowadzenia do samej mety.

 „Mając taki zespół jestem pewien, że sukces Runmageddonu nie jest przypadkowy ani tymczasowy i spokojnie możemy myśleć o podboju nie tylko rodzimego rynku, ale również o ekspansji poza Polskę. Cieszymy się z naszej wyprawy do Wielkiej Brytanii, gdyć potwierdziliśmy nasze przekonanie, że pod względem organizacyjnym i sportowym Runmageddon w żadnym wypadku nie ustępuje najstarszemu ekstremalnemu biegowi na świecie.” – powiedział Jaro Bieniecki, dyrektor Runmageddonu, niegdyś wyczynowy długodystansowiec.

Fot. The Guardian UK

Powrót