Taniec na lodzie

Zachciało mi się dzisiaj pobiegnąć do lasu. Mrozek leciutki chwycił, więc wyobrażałem sobie fajny crossowy trening. Już pierwsze metry pokazały mi, jaki to będzie crossik. Owszem, nie było bagna, nie było wielkiej wody, ale było … lodowisko. A ja nie zabrałem łyżew. Lawirowanie, z lewej na prawą stronę ścieżki, skok przez kałużę, trucht po zmrożonym śniegu. Extra!!! To lubię!!! 12 km po lesie + 6 km po asfalcie, tym razem suchym. To był istny taniec na lodzie, niezły balet. Mój hard core przy tym, co widziałem, to jednak nic. Idzie odwilż, a na naszych jeziorkach nieodpowiedzialni wędkarze rybki sobie łowili spod lodu. To trzeba mieć pod sufitem zamiast mózgu… A kiedy jeszcze zobaczyłem, że jakiś „mądry” tatuś wziął na podlodowe wędkowanie swoich małoletnich synów…nie skończę komentarza, żeby nie użyć jakiś niecenzuralnych słów. To ja już wolę swoje bieganie. Jutro podobno ma być trochę cieplej, a nawet ma nieco popadać. Do lasu nie pobiegnę. Starczy mi dzisiaj lodowych baletów. Jutro pobiegamy sobie po asfalcie, niestety. Ile? A bo ja wiem. Pójdę na żywioł. To będzie wielka improwizacja.