Biegam od stycznia 2015 roku - nieprzerwanie i z ogromnym zacięciem. Jestem absolutną optymistką i przez swoją pasję do życia...

Dylematy biegacza, czyli zjeść, czy nie zjeść? Rygor jedzeniowy ma ten urok, że prędzej, czy później nadchodzi ten magiczny dzień zwany cheat dayem. Czyli na jeden dzień zdrowa dieta idzie w odstawkę. Jemy to, co chcemy zjeść. Czy to będzie pizza, ziemniaki na maśle, kotlet w panierce, frytki, czekolada, chipsy, nutella lub… pączek.

Każdy biegacz dochodzi do chwili podczas swojej kariery biegowej, że „chyba należałoby się zacząć zdrowo odżywiać”.  Ja już ten moment mam dawno za sobą. Przyszedł w sumie do mnie równolegle z tym, kiedy zaczęłam biegać.

Owsianki na śniadanie, chudy ser z warzywami, omlety bez mąki pszennej, jajecznica. Odstawienie pszennego pieczywa. Na obiad ryż z kurczakiem i warzywami. Sałatki. Ryby. Mniej węgli. Kolacje lekkie, bez owoców. Mniej słodyczy, mniej fast foodów. Wszystko super, ładnie, pięknie. Nie dość, że dba się o linię, to także o własne zdrowie.

Rygor jedzeniowy ma ten urok w sobie, że prędzej, czy później nadchodzi ten magiczny dzień zwany cheat dayem. Czyli na jeden dzień zdrowa dieta idzie w odstawkę. Jemy to, co chcemy zjeść. Czy to będzie pizza, ziemniaki na maśle, kotlet w panierce, frytki, czekolada, chipsy, nutella lub… pączek.

Cheat day jest jednym z piękniejszych dni podczas trzymania zdrowej michy. Ma też jednak swoje etapy. Zawsze przed, nie możemy się go doczekać, to długo wyczekiwana chwila, w której oddamy się swoim, jakże przyjemnym słabościom. Dzień cheata – od rana planowanie pyszności, które wpadną nam dziś w ręce. Jemy. Pochłaniamy. Jesteśmy szczęśliwi. To jest to, na co tak długo, wytrwale czekaliście i zasłużyliście! Przychodzi jednak chwila, w której przez głowę przelatuje myśl „Nigdy więcej…”, „Ale jestem nażarty…”, „Umieram, już więcej nie zjem…”. Wyrzuty sumienia, obmyślanie treningu na drugi dzień po jedzeniowej wariacji. Dzień po – ma się wrażenie, że urosło się w oczach i z przyjemnością wraca się do swojej czystej michy. I tak w kółko. I nie ma w tym nic złego! To bardzo przyjemny schemat!

23 lutego i jak się uporać z tłustym czwartkiem

Czy pamiętacie jednak, że 23. luty to TŁUSTY CZWARTEK? Oznacza to, że wszyscy, wszędzie będą jedli pączki. Pączki. PĄCZKI! W ten dzień z każdej strony będą atakowały Was właśnie one. Jaka jest Wasza strategia na ten dzień? Wyjścia są dwa, albo zjesz, albo nie zjesz. Albo sobie odmówisz, albo nie odmówisz. Pytanie tylko, czy warto zjeść nadprogramowe pączki? Czy warto go nie zjeść i wygrać z pokusą? A kiedy będziesz szczęśliwszy? Zadaj sobie to pytanie! I przypomnij sobie, że jesteś tylko człowiekiem i wszystko jest właśnie dla ludzi. Zadbaj o siebie tak, jak czujesz, że będzie najlepiej. Nie katuj się, nie denerwuj, nie miej wyrzutów sumienia. Bądź dla siebie ludzki. Nie samą dietą człowiek żyje. Do diety zdążysz jeszcze wrócić i się nią odpowiednio zająć, a jeden pączek, ewentualnie kilka… nie sprawi, że całą dietę szlak trafi! Cheat day cheat dayem, ale przede wszystkim: żyj jak człowiek, znajdź w tym całym szaleństwie po idealną sylwetkę swój sposób i nie odmawiaj sobie zbyt wielu przyjemności, np.: 5 pączków w tłusty czwartek!

Sposoby na tłusty czwartek, czyli jak biegacz może bez wyrzutów sumienia celebrować tłusty czwartek:

  1. Zrób sobie tego dnia cheat day!
  2. Wybiegaj wszystkie zjedzone pączki!
  3. Uznaj ten dzień za święto absolutne! Przecież wtedy można zgrzeszyć jedzeniowo… Dzień święty święcić.
  4. Jedz i się nie przejmuj! Przecież jesteś tylko człowiekiem! Bądź szczęśliwy jedząc tyle pączków, ile chcesz! Raz się żyje!