"Wciągam nogę w skarpetę, rzucam nutę w eter. Będę lecieć z impetem, tu mam dres, w domu modny sweter..."

… ocena wyląduje w dzienniczku! Ostatnio coraz chętniej jeżdżę na mniejsze biegi. Mają coś w sobie, bo zwykle długo się o nich pamięta. W trakcie takich imprez znacznie częściej, niż na zawodnikach, skupiamy uwagę na organizatorach. Przy mniejszej ilości osób, wyjątkowo łatwo dostrzegamy drobne szczegóły. Potrafimy jednak znacznie więcej wybaczać. Jak pracowitemu uczniowi, który nie zawsze wszystko umie, ale bardzo się stara. Jak będzie 15 lipca w Zarzeczu? Czy zapiszemy tę 5-tkę z buźką i gwiazdką w kółeczku czy na szynach?

Popatrzyłam na termin biegu i okazał się wręcz idealny: drugi dzień mojego urlopu, 15 lipca! Świetnie! Jak wypoczywać, to tylko aktywnie – pomyślałam. Później wszystko odbyło się jak w bajce: „jak pomyślała, tak zrobiła”. Zapisała się…

Trasa? Na spontanie, ale romantycznie…

Dziś zorientowałam się, że przed żadnym z moich startów nie zerkałam na trasę. Analiza podbiegów i zbiegów nie leży w mojej naturze. Co będzie to będzie! Z resztą mówią, że z pustego to i Salomon nie naleje. To nie matura z matematyki. W moim przypadku pasowałoby raczej jakieś kółko wyrównawcze. Nie jestem demonem prędkości, nie biegam dla wyników, choć jak każdego biegacza, łapie mnie czasami „syndrom kiszonego ogóra” i spontaniczne parcie na życiówkę. Najczęściej odbywa się to na kilometr przed metą, kiedy widzę, że – jak to mówią francuzi – „szanse są”. Wracając do trasy. Tym razem – nie wiedzieć czemu – wyjątkowo na nią zerknęłam. I co? Bach! Start: Hala Sportowa, meta: Park Romantyczny <3 Ciekawe skąd ta nazwa, hmm? Koniecznie muszę się dowiedzieć…

Zawodnicy do tablicy!

Na liście startowej dobrych zawodników nie brakuje. Przypadkiem rozpoznałam kilka osób z czołówki moich wcześniejszych biegów. Miło spotkać znajome nazwiska. Limit prawie wyczerpany. Na 160 miejsc, zostały 4 wolne. Zapowiada się nieźle! W pakietach koszulka, medal, numer startowy, chip, smycz, długopis, zniżki od Brooks Running i izotonik. Na mecie woda i… kiełbacha! Wygląda na to, że utracone kalorie szybko zostaną nadrobione.

Trzeci sprawdzian

W przypadku dużych biegów, jak te w Warszawie, Krakowie czy Lublinie, wszystko odbywa się zupełnie innym torem. Organizator dysponuje większym budżetem i dodatkowym wsparciem sponsorów (* jeśli o to odpowiednio zadbał). Ma za sobą sztab doświadczonych ludzi i stosunkowo duże środowisko okołobiegowe działające w ramach wolontariatu. Osoby te z góry wiedzą, co jest potrzebne innym biegaczom, bo najczęściej same biegają.

W mniejszych miastach sprawa jest nieco utrudniona. Organizacja biegu przeważnie rozpoczyna się od zera. Wymaga przekonania do pomysłu kilku osób, solidnego zorganizowania budżetu i trafnego rozłożenia wszystkich obowiązków na małą liczbę osób. To trudny sprawdzian. Taki z zadaniami na gwiazdkę. Pomyślnie zdany jest jednak znacznie bardziej doceniany przez biegaczy, którzy właśnie na tych mniejszych imprezach lepiej zauważają każdy najdrobniejszy szczegół, cały trud organizacji, ale też uśmiech wolontariuszy czy najdrobniejszą pomoc. Impreza odbędzie się w ramach Dnia Gminy Zarzecze. Bieg będzie trzecim sprawdzianem dla organizatora. Wyniki wywieszę tutaj – na 4RUN, po 15 lipca…